sobota, 15 października 2016

Wszystko zaczęło się od...

   Możecie tu przeczytać o czterech KalMar-kach: Pierworodnym Olku, No.2 Julku, Żuczku Pawełku i Niessaku Rafałku. Na pytania, czy chciałabym córeczkę przeważnie milczę albo odpowiadam, że może bym chciała - ale nie było mi dane.
Jednak KalMar-ków jest PIĘCIORO.

W dniu zaręczyn, 25 grudnia 2002 nie było dla mnie lepszego prezentu jak 2 kreski na teście ciążowym. Wielka radość, wizyta w pobliskiej państwowej przychodni, dumna wracałam z kartą ciąży. W 10 tygodniu dostałam silnych bólów brzucha, grubiański lekarz stwierdził, "...że ma prawo boleć" i przepisał silne leki rozkurczowe. Uprzedzę Wasze pytania - na nasz "kochany NFZ" mogłam tylko posłuchać serduszka, USG - nie dla ludu.
4 tygodnie później z krwawieniem, ledwo doszłam do przychodni a miałam niecałe 100m. Skierowanie do szpitala, oczekiwanie na USG (w sali z innymi ciężarnymi słuchającymi bicia serduszka swoich dzieci), które miałam dopiero następnego dnia. Tabletka na skurcze, uczucie "pękniętego balonu", słowa lekarza: "Łyżeczka nr 4" - TYLE pamiętam...
 .................................................................
..................................................................
..................................................................
Pamiętam AŻ TYLE i tą pustkę. Było zbyt małe, by rozróżnić płeć. Przez 4 tygodnie nosiłam w sobie 2 serca tyle, że tylko jedno z nich biło - biło MOJE. Nawet nie myślę, co by było gdyby...
Było zbyt małe, by postawić mu piękny pomnik na cmentarzu, ale było na tyle WIELKIE, żeby wypełnić miłością moje serce.
Miałam żal do siebie, bo mogłam przecież pójść prywatnie.
Miałam żal do lekarza, za chamskie podejście do pacjentki.
Miałam żal do przyszłej teściowej, bo wstydziła się przed ludźmi na wsi mojego poronienia i kazała mówić, że byłam w szpitalu bo dostałam grypy.
Miałam żal do przyszłego męża, który wyznał, że modlił się:"... że jak ma się urodzić chore lub niepełnosprawne to lepiej żeby się wcale nie urodziło".
Miałam żal do całego świata - DLACZEGO JA!!!???
Czułam się gorsza, bo nie potrafiłam donosić ciąży. Nie miałam z kim o mojej stracie porozmawiać, czułam się jak trędowata. Wszystkie gazety "dzieciowe" wylądowały w piwnicy.
Byłam SAMA - ze swoim bólem, czarnymi myślami.
Dziś wiem, że nie jestem sama i TY dziewczyno też nie jesteś. Jest też Ola, Marta, Aneta, Gosia i wiele innych.
 http://www.witraze.info/media/k2/items/cache/11ff87b754b564cf2c60e2628d5ec100_XL.jpg

Dziś DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO.
7 marca 2003 zostałam po raz pierwszy mamą.
                                                       364 dni później urodził się Olek.

3 komentarze: